Na temat

Jednia

Trudno jest powiedzieć wprost: u mnie w domu jest pijący ojciec, bezradna matka, zażywająca leki na uspokojenie, awantury, potłuczone talerze, a potem ciche dni. Trudno jest powiedzieć: piję i nie wiem kiedy przestać; ciągnie mnie do automatów bardziej niż do czegokolwiek, myślę tylko o odpaleniu laptopa i wejściu w mój świat. Czytasz pewnie albo słyszysz o uzależnieniu i uważasz, że to jeszcze nie twoja bajka.

Albo niepokoiłaś się znikaniem jego na wiele godzin. Nie wiedziałaś wtedy, że on gra hazardowo, ale twoja intuicja podpowiadała ci, że dzieje się coś złego. Gdy milczał, zawieszał się, albo złościł byle czym, myślałaś, że może cię zdradza. Albo podejrzewałaś go o narkotyki, bo był tak bardzo pobudzony. Dopiero brakujące na koncie pieniądze i wizyty pracowników chwilówek uświadomiły ci, że żyjesz z hazardzistą.
Nie bój się słów, nie bój się słowa alkoholik, alkoholiczka, alkoholizm, to tylko słowa. Gdy oswoisz je, to nie zaboli cię, gdy ktoś tak powie przy tobie lub o tobie.

 

Bliscy i ich rola w motywacji do zmiany zachowań

To właśnie rodzina, znajomi widzą wcześniej problemy, bo też inna jest ich perspektywa. To tak jak oglądanie obrazu, który wisi na ścianie. Trzeba oddalić się, żeby dostrzec szczegóły, móc poczuć emocje, które przekazuje artysta. W relacjach między ludźmi jest podobnie. Nieraz dzieje się coś złego z kimś bliskim, ale on bagatelizuje różne objawy: „to nic takiego poważnego”, „przejdzie”, „muszę się wziąć w garść i samo minie”. A rodzina i przyjaciele widzą, że to nie jest błahostka. Kolejne picie, które skończyło się awanturą, albo problemami zdrowotnymi, czy wielogodzinne granie, nierozstawanie się z laptopem czy smartfonem jest sygnałem narastającego problemu. Początkowo bliscy mają nadzieję, że wystarczy powiedzieć, co się nie podoba i po sprawie… Gdy to nie poskutkuje, to zaczynają sie różnorodne działania, np. kontrolowanie pijącego czy gracza, przejmowanie jego obowiązków, bo nie można mu ufać czy „świecenie oczami” przed innymi, których oszukał czy wykorzystał. Wstyd, bezradność, złość i poczucie winy wobec dzieci, rodziców, pracodawcy, sąsiadów, znajomych, że nie dość skutecznie wywierało się nacisk i motywowało do poprawy zachowań. To są emocje, które towarzyszą rodzinie całe lata i niszczą relacje, bliskość, więzi. Kiedy dochodzi do poważnych kryzysów, to najbliżsi proponują wizytę u lekarza czy terapeuty, niekiedy bezskutecznie. Czasami idą sami i dowiadują się, że problem rodzinny ma nazwę, że jest to uzależnienie i można je leczyć. Ważne by w tym procesie zdrowienia (bo to trwa), wzięli udział wszyscy, czyli nie tylko pijący, grający czy nałogowo zadłużający się.

 

Alkohol

Zaczynasz myśleć, że coś nie tak z twoim piciem. Nie zawsze kontrolujesz ile i jak długo. Może w pracy zorientowali się, że po weekendzie przychodzisz „chory”, na kacu. Albo coraz gorzej się czujesz, ale boisz się pójść do lekarza, bo „coś znajdzie”… Myślisz: może przestanę pić, a może trochę się ograniczę.

Alkoholizm wydaje ci się wyrokiem. A może rzeczywiście jesteś uzależniony czy uzależniona? Po czym to rozpoznasz? Jeśli przez cały dzień w pracy myślisz o tym, że wieczorem wypijesz piwo, lampkę wina albo drinka i odprężysz się, zresetujesz, przestaniesz myśleć o problemach, czy po prostu zaśniesz, to zrób sobie przerwę w piciu. Jak długą? Tydzień, dwa a może miesiąc. O tym, że możesz mieć problem dowiesz się właśnie wtedy, gdy zdecydujesz się na abstynencję. Jeśli idąc na imprezę postanowiłeś czy postanowiłaś nie wypić więcej niż cztery kieliszki lub tylko do kolacji i nie udało ci się tak właśnie zrobić, to zrób przerwę w piciu. Jeśli masz mocną głowę, możesz wypić dużo i nie czujesz się pijany czy pijana, to zrób przerwę… Po weekendowym imprezowaniu czujesz się podle, wszystko cię boli, jesteś rozbity, roztrzęsiony i nie pomagają leki z apteki na kaca. Myślisz, że może wypić klina, bo przecież wiadomo, że najlepiej leczyć się tym czym się strułeś. W pracy jesteś nie do życia, czekasz tylko na koniec. A może tym razem wziąłeś wolne na żądanie? Czy zauważasz, że przestałeś lub przestałaś się interesować tym co do tej pory było dla ciebie ważne. Może poprostu nie masz siły na jakąkolwiek aktywność. Zwykła rozmowa męczy cię, więc unikasz ludzi, nawet bliskich (a może szczególnie ich). Albo zachowujesz się niegrzecznie, żeby to oni ciebie unikali. Ostatecznie stajesz się coraz bardziej samotny i niezrozumiany przez innych. Sam siebie także coraz bardziej nie rozumiesz. Jeśli zaś jesteś żoną, mężem, partnerem, matką czy siostrą lub bratem kogoś, kogo w tym obrazie rozpoznajesz, to także czujesz się podobnie, chociaż cierpisz bez znieczulenia. Wiele razy miałaś nadzieję, że on się zmieni. I były nawet takie okresy, ale niestety kończyły się szybciej, niż tego pragnęłaś. To właśnie ty zauważyłaś pierwsza, że coraz intensywniejsze jest picie męża czy chłopaka.

Narkotyki

Chciałeś tylko „odlecieć”, zabawić się… Miało być jak w raju. Na początku było, ale teraz jest coraz gorzej. Postanawiasz, że „tylko marihuana”, albo „tylko naturalne narkotyki, żadne syntetyki”. Nie możesz pojąć, dlaczego masz problemy z pamięcią i nie możesz skoncentrować się na niczym. A do tego te wahania nastroju, napady agresji, przygnębienia.

Zaczęło się niewinnie na imprezie szkolnej. Ktoś przyniósł marihuanę. Paliliśmy wszyscy. Było fajnie. Rozluźniłem się. Ten stan bardzo utkwił mi w pamięci. Podobało mi się to odprężenie bardziej niż po alkoholu. Zresztą, niechętnie piłem, bo w domu ojciec regularnie przychodził nietrzeźwy. Postanowiłem, że nie stoczę się tak jak on. Okres „osiemnastek” oznaczał częste imprezy, no i palenie „zioła”. W domu nie zorientowali się, że jestem „po spaleniu”. Tylko matka złościła się, że ciągle otwieram lodówkę i nie sprzątam w kuchni po sobie. Pierwsze problemy z pamięcią i koncentracją zacząłem mieć tuż przed maturą, kiedy nasiliło się palenie. Wtedy też, rodzice zaczęli mi się uważniej przyglądać. Zwłaszcza patrzyli mi w oczy, więc się domyśliłem, że coś podejrzewają. Nie wiem jakim cudem zdałem maturę, a potem poszedłem na studia. Nawet całkiem ambitnie – na prawo. Niestety coraz trudniej mi szło z nauką. Do tego, wszystko mnie zaczęło denerwować. Miałem huśtawkę nastroju, tj. raz byłem w euforii, a za chwilę ogarniało mnie przygnębienie i miałem regularnego „doła”. Żeby jakoś funkcjonować, zacząłem pić alkohol. Pamiętałem ojca w stanie nieważkości i ciągle uważałem, że mnie to nie spotka. Po jakimś czasie dziewczyna mi powiedziała, że nie chce ze mną być, bo jestem agresywny i ciągle pod wpływem… Wtedy postanowiłem, że ograniczę picie i nie będę palił marihuany. Wytrzymałem miesiąc i znowu się upiłem. Wtedy zaniepokoiłem się tym, że mam problem z kontrolowaniem picia i palenia.

 

Hazard, Internet, Seks, Zakupy

Miał być to sposób na zdobycie pieniędzy, sławy, prestiżu. Myślałeś, że jesteś kimś wyjątkowym, że pisane jest ci szczęście. Postanawiasz, że nie będziesz grał na automatach. „Tylko zakłady sportowe. Albo poker, bo to przecież sport”. Nie chodzisz po sklepach, ale śledzisz różne aukcje internetowe. Nareszcie coś się dzieje, czujesz, że żyjesz…

Zaczęło się od tego, że robiąc zakupy w markecie (razem z dziećmi) weszłam do kolektury i kupiłam kupon lotka (akurat była kumulacja) i dodatkowo trzy zdrapki, dla mnie i po jednej dla synów. W lotka nic nie wygrywałam, a tu niespodzianka – zdrapałam 50 zł. Właściwie od tej pory każde zakupy kończyły się wejściem do kiosku ze zdrapkami. Było najprzyjemniejsze zajęcie w ciągu dnia. Do tego te fantazje na temat przewidywanej wygranej. Co to ja nie miałam zrobić… To dzieci pierwsze zwróciły uwagę na granie. Nie chciały chodzić ze mną na zakupy, bo mama nie chce wyjść z kolektury. Stałam się bardziej nerwowa i zamknięta w sobie. No i ukrywałam swoją namiętność do zdrapek. Jednak sprawa wydała się po roku, bo przegrywałam coraz większe kwoty i traciłam kontrolę nad czasem. Np. zdarzyło mi się ocknąć po ponad trzech godzinach drapania i stracie 500 zł. Jak pobiegłam (dosłownie biegłam jak szalona) do matki, żeby pożyczyć pieniądze, a ona mi nie pożyczyła, to dostałam szału. Nakrzyczałam na nią, że ojcu to kupuje piwo czy wódkę, a mnie nie chce pomóc. Wzięłam pożyczkę, tzw. chwilówkę. Miałam się odegrać, ale skończyło się tak jak zwykle, czyli grałam dalej mimo przegranych. Mąż zagroził rozwodem, w pracy z trudem koncentrowałam się na swoich obowiązkach. To rodzina mi pomogła. Umówili mnie do terapeuty. Najpierw było ciężko. Wstyd, poczucie niższości, strach przed dalszymi konsekwencjami, poczucie winy. I ciągłe pytanie: jak mogło mnie to spotkać, jak to się w ogóle stało i kiedy?

 

Współuzależnienie

Uwikłałaś się (a może uwikłałeś się) w związek z drugim człowiekiem (nie musi to być alkoholik, czy hazardzista) tak, że przestały się liczyć twoje potrzeby. Nieudane próby zmiany czy wyjścia z sytuacji, coraz bardziej niszczą poczucie własnej wartości. Cierpienie. Do tego samotność…

Znajoma od wielu lat, jak mówi, „ratuje swój związek”. Rozmawia z mężem na temat jego picia (niekiedy przez kilka godzin), nawet wtedy, gdy on jest nietrzeźwy. Mówi mu o swoich oczekiwaniach wobec niego. Traktuje go jak „duże dziecko”, co zmienia ich relacje. Zobowiązuje go do składania obietnic, a potem przeżywa frustracje, gdy on wraca do picia. Wyraża swoje niezadowolenie, złość oczekując, że w ten sposób wpłynie na jego zachowanie. Angażuje go w różne prace domowe, które jej zdaniem, będą atrakcyjniejszą alternatywą niż alkohol. Próbuje wpływać na jego plany zawodowe, licząc, że będzie miał mniej czasu na kolegów i picie. Złości się na niego i wstydzi związku z nim, ale nie modyfikuje to jego stylu życia.

Wiele razy groziła odejściem, ale przestało to odnosić skutek, bo do tej pory tego nie zrobiła. Mąż wie, że są to słowa rzucane na wiatr…

Od wielu lat koncentruje się na zmianie jego zachowań. Jest to sposób radzenia sobie ze stresem, którego doświadcza od początku małżeństwa. Odwraca w ten sposób uwagę od swoich potrzeb. Kontroluje go m.in. poprzez ograniczanie finansów, wydzielanie mu „kieszonkowego”. Szantażuje go, że nie da mu pieniędzy, jeśli on czegoś nie zrobi. Jest to nieskuteczne, ponieważ mąż wychodzi z domu, do kolegów, pomimo jej niezadowolenia i zakazów. Bierze za niego odpowiedzialność w różnych obszarach życia. Np. przejęła finanse, naprawy domowe, także większe remonty. Uważa, że nie poradziłby sobie bez niej, chociaż jest on dorosłym mężczyzną. Usługuje mu, a gdy go nie ma, zaniedbuje siebie i swoje otoczenie. Dostosowała się do jego rytmu dobowego, co spowodowało pogorszenie stanu jej funkcjonowania i zdrowia. Jest nastawiona na oczekiwanie jego powrotu, opiekowanie się nim i zaspokajanie jego potrzeb kosztem swoich. Usprawiedliwiała jego nieobecności w pracy, albo mobilizowała go do pójścia do firmy. Wielokrotnie prowadziła z nim rozmowy na temat jego picia (w trakcie których często spożywał alkohol), chcąc w ten sposób przekonać go do zmiany zachowań (na drugi dzień nie pamiętał o czym rozmawiali). Zobowiązywała go do składania obietnic poprawy, które kończyły się powrotem do picia. Od dawna jest w przewlekłym stresie, z wieloma jego objawami psychosomatycznymi. Jej życie kręci się wokół pijącego męża, pomimo ewidentnych strat, a dotychczasowe próby radzenia sobie z tą sytuacją są nieskuteczne.